Przejdź do treści
Pozycjonowanie Stron

Ocena domeny przed publikacją: jak rozpoznać serwis, z którego link nie pomoże

Jak w kilkanaście minut rozpoznać serwis, z którego link nie pomoże: brak redakcji, same płatne teksty, przypadkowe branże i brak widoczności w Google.

Ocena domeny przed publikacją tekstu z linkiem - okładka wpisu na blogu Pozycjonowanie Stron

Link nie pomoże, jeśli pochodzi z serwisu, który powstał wyłącznie po to, żeby sprzedawać miejsce na odnośniki: bez redakcji, bez czytelników i bez własnych treści. Większość takich witryn da się rozpoznać w kilkanaście minut, korzystając tylko z przeglądarki, wyszukiwarki Google i Search Console własnej strony.

Dlaczego domenę warto ocenić, zanim pojawi się na niej tekst o firmie

Domenę warto ocenić przed publikacją, ponieważ o wartości linku decyduje miejsce, w którym on stoi, a nie sam fakt jego istnienia. Google opisuje w dokumentacji o sprawdzonych metodach dotyczących linków, że odnośniki służą wyszukiwarce do oceny trafności stron i do odkrywania nowych adresów. Odnośnik z serwisu, którego nikt nie czyta i który sam łamie zasady wyszukiwarki, nie spełnia żadnej z tych ról w sposób korzystny dla Państwa strony.

Drugi powód jest poważniejszy. Zasady Google dotyczące spamu definiują spam linkowy jako tworzenie linków do witryny lub z niej głównie po to, by manipulować rankingiem. Wśród przykładów znajdują się płatne linki i posty z linkami, artykuły sponsorowane przekazujące ranking oraz niskiej jakości linki z katalogów. Ten sam dokument mówi, że witryny naruszające zasady mogą mieć niższą pozycję albo w ogóle nie pojawiać się w wynikach. Dotyczy to obu stron transakcji: serwisu, który linki sprzedaje, i firmy, która je kupuje.

Trzeci powód jest praktyczny. Publikacja kosztuje, a jeśli serwis nie ma czytelników i nie jest widoczny w wyszukiwarce, nikt z tego tekstu nie trafi na Państwa stronę. O tym, jak wyszukiwarka odczytuje odnośniki, piszemy szerzej we wpisie o linkach przychodzących, a kryteria oceny pojedynczego odnośnika zebraliśmy w tekście o jakości linku. Tutaj zajmujemy się etapem wcześniejszym, czyli samą domeną.

Ocena domeny przed publikacją

Krótki przegląd serwisu, w którym ma się ukazać tekst z linkiem: kto go wydaje, co publikuje, do kogo linkuje i czy jest obecny w wyszukiwarce. Wykonuje się go przed zapłatą i przed wysłaniem tekstu.

Po czym poznać, że za serwisem nikt nie stoi

Serwis, za którym nikt nie stoi, nie podaje wydawcy, nie ma redakcji ani autorów, a jedyną drogą kontaktu jest formularz albo adres do zamawiania publikacji. To pierwszy sygnał ostrzegawczy i zarazem najłatwiejszy do sprawdzenia: wystarczy otworzyć stopkę, stronę kontaktową i dwa, trzy dowolne teksty.

Punktem odniesienia mogą być pytania, które Google zadaje twórcom w wytycznych o treściach przydatnych, rzetelnych i ukierunkowanych na użytkowników. Dokument pyta między innymi, czy z treści wynika, kto ją napisał, czy dane o autorze prowadzą do szerszych informacji o jego kompetencjach oraz czy witryna ma sekcję o sobie i dane kontaktowe. Podawanie fałszywych autorów, na przykład ze zmyślonymi nazwiskami i wygenerowanymi zdjęciami, wytyczne nazywają wprost oszustwem. Skoro Google oczekuje takich informacji od rzetelnych wydawców, ich brak jest uzasadnionym powodem do nieufności.

Co otworzyć w serwisie na początku

W stopce i na stronie kontaktowej szukamy nazwy podmiotu, który wydaje serwis, oraz adresu. Na stronie o redakcji szukamy nazwisk. Przy tekstach szukamy podpisu autora, a po kliknięciu w nazwisko oczekujemy czegoś więcej niż listy wpisów: kilku zdań o doświadczeniu i zakresu tematów. Dobrym znakiem jest też zakładka z zasadami publikacji i polityką reklamową.

Niepokoić powinny sytuacje odwrotne: wszystkie teksty podpisane jako redakcja albo administrator, autorzy bez nazwisk i bez żadnego śladu poza tym jednym serwisem, zakładka kontaktowa, w której jedyną treścią jest cennik publikacji. Z naszej praktyki wynika, że takie cechy rzadko występują pojedynczo. Nazwę wydawcy i nazwisko redaktora warto też wpisać w wyszukiwarkę, bo prawdziwa redakcja zostawia ślady poza własną witryną.

Lista sygnałów ostrzegawczych przy ocenie domeny przed publikacją: brak wydawcy, autorów, tematyki i własnych treści
Sygnały ostrzegawcze, które widać w serwisie bez żadnych narzędzi

Przykład z życia: kancelaria z Krakowa otrzymała propozycję publikacji w serwisie o nazwie sugerującej portal prawniczy. Na stronie nie było wydawcy, a autorem wszystkich tekstów była jedna osoba opisana samym imieniem. Kategoria prawna zawierała teksty o kredytach, fotowoltaice i meblach ogrodowych. O tym, jak rzetelne firmy przedstawiają swoich ludzi, piszemy we wpisach o stronie zespołu oraz o wiarygodności strony. Te same miary warto przyłożyć do serwisu, w którym ma się ukazać Państwa tekst.

Co oznacza serwis złożony wyłącznie z płatnych tekstów

Serwis złożony wyłącznie z płatnych tekstów jest w praktyce tablicą ogłoszeń, a nie wydawnictwem: nie ma własnych tematów, własnych autorów ani powodu, dla którego ktoś miałby do niego wracać. Sam fakt przyjmowania tekstów zamówionych nie jest niczym złym. Problem zaczyna się wtedy, gdy poza nimi w witrynie nie ma nic.

Google rozróżnia te dwie sytuacje dość wyraźnie. W zasadach dotyczących spamu kupowanie i sprzedawanie linków jest nazwane normalną częścią gospodarki internetowej, pod warunkiem że odnośniki reklamowe i sponsorowane są oznaczone atrybutem nofollow albo sponsored. Dokumentacja o kwalifikowaniu linków wychodzących wskazuje wartość sponsored jako właściwą dla reklam i płatnych miejsc docelowych, a nofollow jako nadal dopuszczalną. Naruszeniem są natomiast artykuły sponsorowane i reklamy natywne, które przekazują ranking, czyli płatne publikacje z linkami bez takiego oznaczenia.

Jak rozpoznać, że w serwisie są tylko teksty zamówione

Wystarczy przejrzeć dwadzieścia, trzydzieści ostatnich publikacji i zadać sobie kilka pytań. Czy w niemal każdym tekście jest jeden albo dwa odnośniki do strony firmowej, z kotwicą brzmiącą jak fraza wpisywana w wyszukiwarkę? Czy teksty mają podobną długość i budowę, jakby powstawały według jednego zamówienia? Czy są wśród nich materiały, których nikt nie mógł zamówić: relacja z wydarzenia, wywiad, komentarz do bieżącej sprawy? Jeśli tych ostatnich nie ma, serwis żyje wyłącznie ze sprzedaży miejsca.

Drugim tropem jest oferta. Rzetelny wydawca opisuje w zakładce reklamowej formaty i zasady oznaczania materiałów. Serwis nastawiony na sprzedaż linków chwali się natomiast tym, że odnośniki pozostają bez oznaczeń, a tekst nie będzie opisany jako sponsorowany. Taka obietnica jest zapowiedzią działania sprzecznego z zasadami Google, a może też budzić wątpliwości na gruncie przepisów o oznaczaniu reklamy. Tę drugą kwestię omawiamy ogólnie we wpisie o oznaczaniu artykułów sponsorowanych, a w konkretnej sprawie warto zapytać prawnika.

Dlaczego linki do przypadkowych branż są złym znakiem

Linki do przypadkowych branż pokazują, że serwis nie ma własnej tematyki i publikuje wszystko, za co ktoś zapłaci. W jednej kategorii stoją obok siebie teksty o pożyczkach, zakładach bukmacherskich, wymianie okien i suplementach, a każdy kieruje do innej firmy. Czytelnik zainteresowany jednym z tych tematów nie ma powodu czytać pozostałych.

Wytyczne Google o treściach przydatnych wymieniają taki obraz wśród cech treści tworzonych przede wszystkim dla wyszukiwarek: strona obejmuje wiele niezwiązanych tematów w nadziei, że część z nich dobrze wypadnie w wynikach. Z kolei zasady dotyczące spamu opisują nadużywanie reputacji witryny, czyli publikowanie treści osób trzecich głównie po to, by wykorzystać pozycję zdobytą przez serwis dzięki jego własnym materiałom. Jako przykład podano witrynę medyczną, która udostępnia miejsce na niezwiązaną z nią stronę o kasynach. Zasady zastrzegają przy tym, że sama publikacja treści zewnętrznych naruszeniem nie jest.

Stara domena z nową zawartością

Osobnym przypadkiem są serwisy postawione na wygasłych domenach. Zasady Google nazywają to nadużywaniem wygasłych domen: ktoś kupuje nazwę po poprzednim właścicielu i publikuje pod nią treści o znikomej wartości, licząc na dawną reputację adresu. W dokumencie podano przykład treści kasynowych na stronie dawnej szkoły podstawowej. W praktyce rozpoznaje się to po rozdźwięku między nazwą a zawartością: adres brzmi jak strona stowarzyszenia, festiwalu albo lokalnego klubu, a w środku są teksty o kredytach.

Jak przejrzeć linki wychodzące bez narzędzi

Wystarczy otworzyć kilkanaście tekstów z różnych kategorii i najechać kursorem na odnośniki w treści. Rzetelny serwis linkuje głównie do źródeł: urzędów, badań, dokumentacji, innych mediów. Serwis sprzedający miejsce linkuje do stron ofertowych, a kotwice to nazwy usług z nazwą miasta. Google w zaleceniach dotyczących linków zwraca uwagę, że nadmiar słów kluczowych w tekście kotwicy może zostać uznany za spam. Warto też obejrzeć stopkę, bo zasady dotyczące spamu wymieniają osobno linki rozsyłane w stopkach i szablonach wielu witryn.

Co widać w serwisieSerwis z redakcjąSerwis nastawiony na sprzedaż linków
Wydawca i kontaktNazwa podmiotu, adres, nazwiska redakcjiFormularz albo sam adres do zamówień
AutorzyPodpisy z opisem doświadczeniaPodpis ogólny albo imię bez nazwiska
TematykaJedna dziedzina albo jasno określony regionWszystkie branże naraz
Linki w treściGłównie do źródeł i instytucjiDo stron ofertowych, z kotwicami jak frazy
Materiały płatneOpisane jako sponsorowane, linki oznaczoneBez opisu, obietnica braku oznaczeń
Obecność w wyszukiwarceTeksty pojawiają się na własne tytuły i tematyTrudno je znaleźć nawet po dokładnym tytule
Porównanie cech serwisu redakcyjnego i witryny utrzymywanej ze sprzedaży odnośników

Jak rozpoznać treści masowe

Treści masowe rozpoznaje się po tym, że jest ich bardzo dużo, są do siebie podobne i nie wnoszą niczego, czego nie byłoby w dziesiątkach innych miejsc. Zasady Google opisują to jako generowanie wielu stron przede wszystkim po to, by manipulować rankingiem, a nie pomagać użytkownikom, bez względu na sposób ich powstania. Wśród przykładów wymieniono używanie generatywnej AI do tworzenia wielu stron bez dodatkowej wartości, przerabianie cudzych materiałów przez zamianę synonimów oraz tworzenie wielu witryn, by ukryć skalę publikacji.

Gołym okiem widać to w kilku miejscach. Lista najnowszych wpisów pokazuje kilkanaście tekstów jednego dnia, każdy z innej dziedziny. Tytuły powtarzają jeden wzór, różniąc się nazwą miasta lub produktu. Teksty zaczynają się od ogólników i nie zawierają nazwisk, liczb ze źródłem ani żadnego szczegółu, który świadczyłby o kontakcie autora z tematem. Wytyczne o treściach przydatnych dodają do tej listy streszczanie cudzych materiałów bez własnej wartości oraz sztuczne zmienianie dat publikacji.

Prosty test polega na skopiowaniu jednego charakterystycznego zdania z tekstu i wpisaniu go do wyszukiwarki w cudzysłowie. Jeśli to samo zdanie stoi w kilku serwisach o podobnym wyglądzie, mamy do czynienia z siecią witryn jednego właściciela albo z tekstami rozsyłanymi hurtowo. Z naszych obserwacji wynika, że takie sieci mają też wspólny szablon graficzny i identyczną zakładkę z ofertą publikacji.

Nie każda duża liczba publikacji oznacza treści masowe. Portal regionalny publikuje dużo, ale są to teksty o konkretnych wydarzeniach, podpisane i osadzone w jednej tematyce. Pytania kontrolne, którymi posługuje się Google, omawiamy we wpisie o pomocnych treściach.

Jeśli chcą Państwo zamówić pozyskiwanie linków, zachęcamy do kontaktu: tel. 222 500 844 lub mailowo: biuro@pozycjonowaniestron.pl

Jak użyć operatora site do weryfikacji serwisu

Operator site: wpisuje się w zwykłym polu wyszukiwarki Google przed nazwą domeny, bez spacji po dwukropku. Wyniki zostają wtedy ograniczone do stron z tej jednej witryny, dzięki czemu w kilka minut można obejrzeć, co z danego serwisu trafiło do wyszukiwarki i o czym są te strony. Google opisuje to narzędzie w dokumentacji o operatorze wyszukiwania w witrynie.

Strona dokumentacji Google opisująca operator wyszukiwania site, używany przy ocenie domeny przed publikacją
Dokumentacja Google o operatorze site w Centrum wyszukiwarki

Zgodnie z tą dokumentacją zapytanie z samą domeną obejmuje także jej subdomeny, a zapytanie z pełnym adresem ogranicza wyniki do adresów zaczynających się od podanego początku. Po spacji można dopisać słowa kluczowe i wtedy wyszukiwarka pokaże tylko te strony serwisu, które są z nimi powiązane. Google podaje wprost przykład użycia operatora do wykrywania spamu: nazwa domeny i słowa typowe dla niechcianych treści.

Zapytania przydatne przy ocenie serwisu (w miejsce example.com wpisuje się badaną domenę)
site:example.com
site:example.com kasyno
site:example.com pożyczki chwilówki
site:example.com artykuł sponsorowany
site:example.com/kategoria/biznes/
site:example.com "dokładny tytuł wybranego tekstu"

Co odczytać z wyników

Pierwsze zapytanie, z samą domeną, służy do przejrzenia tytułów. Przewijamy kilka stron wyników i patrzymy, o czym jest serwis według wyszukiwarki. Jeżeli obok siebie pojawiają się tytuły o leczeniu kręgosłupa, kredytach hipotecznych i wynajmie koparek, tematyki po prostu nie ma. Drugie i trzecie zapytanie pokazują, czy serwis przyjmuje teksty z branż, które według naszych obserwacji najczęściej korzystają ze sprzedawanych odnośników. Czwarte pozwala znaleźć zakładkę z ofertą oraz ustalić, czy materiały płatne są jakkolwiek opisane. Piąte zawęża przegląd do kategorii, w której miałby się ukazać Państwa tekst. Szóste odpowiada na pytanie, czy konkretny, opublikowany jakiś czas temu tekst jest widoczny w wyszukiwarce.

Czego operator site nie powie

Dokumentacja Google wymienia kilka ograniczeń, o których łatwo zapomnieć. Operator nie zawsze zwraca wszystkie zindeksowane adresy z danej domeny, a lista bywa niepełna zwłaszcza w dużych witrynach. Brak adresu w wynikach nie dowodzi, że strony nie ma w indeksie. Zapytanie bez słów kluczowych nie ustala żadnego rankingu: na początku zwykle stoi najkrótszy adres, a reszta jest ułożona przypadkowo. Wreszcie zapytanie z adresem zawierającym www nie musi dać tych samych wyników co zapytanie bez www.

Z tego powodu operator traktujemy jako lupę, a nie jako licznik. Nie warto wyciągać wniosków z liczby wyników ani z kolejności, a pojedynczy nieobecny tekst niczego nie przesądza. Dopiero powtarzalny obraz, czyli wiele sprawdzonych publikacji i żadnej w wyszukiwarce, pozwala uznać, że serwis ma kłopot z obecnością w Google.

Kolejność zapytań z operatorem site przy ocenie domeny: sama domena, słowa ryzykowne, kategoria i dokładny tytuł tekstu
Cztery zapytania z operatorem site, które pokazują charakter serwisu

Jak ocenić, czy serwis ma ruch z Google

Bez dostępu do statystyk serwisu ruchu nie da się policzyć, ale da się ocenić, czy witryna w ogóle pojawia się w wynikach wyszukiwania na tematy, o których pisze. Dokładne dane o wejściach zna tylko właściciel. Osoba z zewnątrz ma do dyspozycji wyszukiwarkę oraz to, co wydawca zechce pokazać.

Trzy testy w zwykłej wyszukiwarce

Pierwszy test to wpisanie nazwy serwisu bez operatora i bez końcówki domeny. Z naszej praktyki wynika, że rozpoznawalna witryna pojawia się na własną nazwę, często z podstronami. Jeżeli wyniki zajmują zupełnie inne strony, to znak, że serwis jest słabo rozpoznawany.

Drugi test to wpisanie w cudzysłowie dokładnego tytułu kilku tekstów, bez operatora. Tekst, którego nie widać nawet po dosłownym tytule, nie przyciągnie czytelników z wyszukiwarki.

Trzeci test jest najbliższy rzeczywistości. Wybieramy pięć, sześć tekstów z kategorii, która nas interesuje, i dla każdego układamy zapytanie, jakie wpisałby czytelnik: nie tytuł, tylko pytanie, na które tekst odpowiada. Sprawdzamy, czy serwis pojawia się w wynikach gdziekolwiek w zasięgu rozsądnego przewijania. Wyniki bywają dopasowane do lokalizacji, dlatego test warto wykonać w oknie prywatnym przeglądarki i traktować jako orientacyjny.

O co zapytać wydawcę

Wydawca, który ma czytelników, nie ma powodu tego ukrywać. Można poprosić o zrzut raportu Skuteczność z jego Search Console, z widoczną liczbą kliknięć i wyświetleń w ostatnich miesiącach, oraz zapytać, skąd przychodzą czytelnicy. Odmowa albo odpowiedź w postaci samych wskaźników z zewnętrznych narzędzi jest informacją samą w sobie.

Przykład: sklep z Poznania sprzedający akcesoria dla zwierząt rozważał publikację w dwóch serwisach. Pierwszy miał poważnie brzmiącą nazwę i tysiące tekstów, ale żaden ze sprawdzonych tytułów nie pojawiał się w wyszukiwarce. Drugi był niewielkim blogiem prowadzonym przez behawiorystkę, z kilkudziesięcioma wpisami, z których większość dawało się znaleźć po zwykłych pytaniach właścicieli psów. Dla sklepu wartościowy był drugi adres, choć wyglądał skromniej.

Brak widoczności nie zawsze jest winą wydawcy. Nowy serwis potrzebuje czasu, o czym piszemy we wpisie o pozycjonowaniu nowej domeny. Jeśli jednak witryna działa od dawna, ma tysiące tekstów i nie widać jej nigdzie, wniosek nasuwa się sam.

Jak wykorzystać Search Console własnej strony

Search Console własnej strony pokazuje, które witryny już do Państwa linkują i czy Google odnotował odnośniki z wcześniejszych publikacji. To jedyne miejsce, w którym dane o linkach pochodzą bezpośrednio z wyszukiwarki, dlatego warto do niego zajrzeć zarówno przed kolejnym zamówieniem, jak i kilka tygodni po nim.

Raport Linki: gdzie go znaleźć i co zawiera

Raport otwiera się z menu Search Console, pozycja Linki. Według pomocy Search Console część poświęcona linkom zewnętrznym składa się z trzech tabel: Najczęściej linkowane strony, Witryny z największą liczbą linków przychodzących oraz Tekst z największą liczbą linków przychodzących. Po kliknięciu wybranej witryny raport pokazuje konkretne adresy, z których prowadzą odnośniki.

Przed publikacją w nowym serwisie warto otworzyć drugą z tych tabel i poszukać w niej domen, w których teksty zamawiano wcześniej. Jeśli po wielu miesiącach żadnej z nich nie ma w tabeli, to wskazówka, że tego typu publikacje mogą nie być przez Google odnotowywane. Trzecia tabela pomaga ocenić własny profil: jeżeli na czele listy stoją nazwy usług z miastami zamiast nazwy firmy, dotychczasowe publikacje były pisane pod wyszukiwarkę.

Jak czytać raport ostrożnie

Pomoc Google zastrzega, że raport nie pokazuje pełnej listy linków, tylko ich próbkę, a tabele są ograniczone do 1000 wierszy. Domeny są grupowane według domeny głównej, z pominięciem subdomen i protokołu. Dane pochodzą z dłuższego okresu, więc część odnośników mogła już zniknąć. Raport nie informuje też, czy link ma atrybut nofollow. Brak domeny w tabeli nie jest więc dowodem, że Google linku nie zna, a obecność nie mówi nic o tym, czy odnośnik na cokolwiek wpływa. Listę można pobrać przyciskiem eksportu i przejrzeć w arkuszu.

Raport Ręczne działania

Drugie miejsce warte regularnego odwiedzania to raport Ręczne działania. Pomoc Search Console wyjaśnia, że ręczne działanie nakłada weryfikator, czyli człowiek, gdy uzna, że strony witryny nie spełniają zasad dotyczących spamu, a skutkiem może być obniżenie pozycji lub pominięcie witryny w wynikach. Jedna z kategorii dotyczy nienaturalnych linków prowadzących do witryny, czyli właśnie odnośników kupowanych lub pochodzących z wymiany. Google zaleca wtedy pobranie listy linków, prośbę do właścicieli witryn o usunięcie odnośników lub oznaczenie ich atrybutem nofollow, a dopiero dla pozostałych użycie narzędzia do zrzekania się linków i złożenie prośby o ponowne rozpatrzenie.

Samo narzędzie nie jest przeznaczone do rutynowego porządkowania. Według pomocy Google jest potrzebne tylko wtedy, gdy do witryny prowadzi wiele spamerskich, sztucznych lub słabej jakości linków i z ich powodu nałożono albo może zostać nałożone ręczne działanie. W pozostałych przypadkach Google zwykle samo ocenia, którym linkom ufać. Taniej i bezpieczniej jest więc nie zamawiać słabej publikacji, niż później zabiegać o jej usunięcie.

Jak podjąć decyzję i jakich pomyłek unikać

Decyzję podejmuje się na podstawie całego obrazu, a nie jednego sygnału: serwis z redakcją, jasną tematyką i tekstami widocznymi w wyszukiwarce jest wart rozważenia, a serwis, w którym zawodzi kilka punktów naraz, lepiej pominąć. Jedna słabość, na przykład skromna strona o redakcji w małym blogu eksperckim, nie przekreśla witryny.

Porównanie przy ocenie domeny przed publikacją: cechy serwisu wartego publikacji oraz cechy serwisu, z którego link nie pomoże
Zestawienie cech serwisu wartego publikacji i serwisu, który lepiej pominąć

Całą ocenę można zamknąć w krótkiej liście pytań, na które odpowiada się przed wysłaniem tekstu.

  • Czy w serwisie podano wydawcę, adres i nazwiska osób odpowiedzialnych za treść?
  • Czy teksty mają autorów, o których da się dowiedzieć czegoś poza samym serwisem?
  • Czy serwis ma jedną tematykę albo jeden region i się ich trzyma?
  • Czy poza tekstami zamówionymi są w nim materiały własne redakcji?
  • Czy linki w treści prowadzą głównie do źródeł, a nie wyłącznie do stron ofertowych?
  • Czy kilka starszych tekstów da się znaleźć w wyszukiwarce po tytule i po zwykłym pytaniu?
  • Czy wydawca opisuje materiały płatne i zgadza się na atrybut sponsored przy linku?
  • Czy czytelnik tego serwisu mógłby zostać Państwa klientem?

Ostatnie pytanie bywa rozstrzygające. Hydraulik z Łodzi więcej zyska na wzmiance w lokalnym serwisie osiedlowym, który czytają mieszkańcy, niż na tekście w ogólnopolskiej witrynie o wszystkim.

Typowe pomyłki przy ocenie

Najczęstszą pomyłką jest ocenianie serwisu po jednej liczbie z zewnętrznego narzędzia. Takie wskaźniki nie pochodzą od Google, dlatego nie zastąpią obejrzenia witryny. Druga pomyłka to zaufanie do nazwy domeny: adres brzmiący jak portal regionalny niczego nie gwarantuje, zwłaszcza gdy domena zmieniła właściciela. Trzecia to wyciąganie wniosków z liczby wyników zapytania z operatorem site:. Czwarta to ocena wyłącznie strony głównej, podczas gdy prawdziwy obraz widać w kategoriach i w archiwum. Piąta to szukanie serwisu, który obiecuje brak oznaczeń. Szósta to kupowanie pakietów kilkudziesięciu publikacji naraz bez obejrzenia poszczególnych adresów.

Kiedy potrzebna jest pomoc

Samodzielna ocena wystarcza przy pojedynczych publikacjach. Wsparcie przydaje się, gdy firma dostaje wiele ofert i nie ma czasu ich przesiewać, gdy w raporcie Linki widać dziesiątki nieznanych domen z kotwicami brzmiącymi jak frazy albo gdy w Search Console pojawiło się ręczne działanie dotyczące linków. W takich sytuacjach zaczynamy zwykle od przeglądu dotychczasowych odnośników w ramach audytu SEO, a dobór miejsc publikacji prowadzimy w ramach usługi pozyskiwania linków, często łącząc ją z działaniami opisanymi na stronie PR internetowy. Żadna z tych czynności nie daje gwarancji pozycji, pozwala natomiast nie wydawać pieniędzy na publikacje, z których nic nie wynika.

Jeśli chcą Państwo zamówić pozyskiwanie linków, zachęcamy do kontaktu: tel. 222 500 844 lub mailowo: biuro@pozycjonowaniestron.pl

Najczęstsze pytania

Czy link z serwisu słabej jakości może zaszkodzić stronie?

Według pomocy Google wyszukiwarka zwykle sama ocenia, którym linkom ufać. Ryzyko rośnie, gdy słabych linków jest wiele i pochodzą z kupowanych publikacji bez oznaczeń. Zasady dotyczące spamu przewidują wtedy niższe pozycje, a w raporcie Ręczne działania może pojawić się informacja o nienaturalnych linkach.

Czy operator site pokazuje wszystkie strony serwisu?

Nie. Dokumentacja Google zastrzega, że operator nie zawsze zwraca wszystkie zindeksowane adresy, a brak adresu w wynikach nie oznacza braku w indeksie. Służy do przeglądu tytułów i tematów, a nie do liczenia stron.

Czy da się obejrzeć ruch cudzego serwisu w Search Console?

Nie, dane witryny widzi tylko jej właściciel i osoby, którym nadał dostęp. Można poprosić wydawcę o zrzut raportu Skuteczność albo ocenić widoczność samodzielnie, wyszukując tytuły i tematy tekstów.

Czy serwis przyjmujący teksty sponsorowane jest z definicji zły?

Nie. Google nazywa kupowanie i sprzedawanie linków normalną częścią gospodarki internetowej, o ile odnośniki reklamowe są oznaczone atrybutem sponsored albo nofollow. Kłopot stanowią witryny, w których poza płatnymi tekstami nie ma nic, oraz takie, które obiecują brak oznaczeń.

Ile czasu zajmuje ocena jednej domeny?

Z naszej praktyki wynika, że przegląd stopki, kilkunastu tekstów i kilku zapytań z operatorem site: zajmuje kilkanaście minut. Przy poważniejszych zamówieniach warto dodać rozmowę z wydawcą i prośbę o dane o czytelnikach.

Co zrobić, jeśli tekst już ukazał się w słabym serwisie?

Przy pojedynczej publikacji zwykle wystarczy poprosić wydawcę o oznaczenie linku atrybutem sponsored albo nofollow i nie zamawiać kolejnych. Narzędzie do zrzekania się linków Google zaleca dopiero wtedy, gdy słabych odnośników jest wiele i wiąże się z nimi ręczne działanie albo jego realne ryzyko.

Źródła

  1. Zasady dotyczące spamu w wyszukiwarce Google, Centrum wyszukiwarki Google
  2. Jak korzystać z operatora wyszukiwania w witrynie, Centrum wyszukiwarki Google
  3. Tworzenie treści przydatnych, rzetelnych i ukierunkowanych na użytkowników, Centrum wyszukiwarki Google
  4. Kwalifikowanie linków wychodzących na potrzeby SEO, Centrum wyszukiwarki Google
  5. Sprawdzone metody dotyczące linków i SEO, Centrum wyszukiwarki Google
  6. Raport Linki, Search Console - pomoc
  7. Raport Ręczne działania, Search Console - pomoc
  8. Zrzekanie się linków do swojej witryny, Search Console - pomoc

Funkcje wyszukiwarek i asystentów AI zmieniają się szybko, dlatego wpis aktualizujemy po większych zmianach.

Łukasz Wudyka

Specjalista SEO i programista. Agencję założył w Krakowie w 2016 roku, dziś firma ma oddziały w 7 miastach. Zajmuje się widocznością firm w Google i w odpowiedziach AI oraz ochroną dobrego imienia ludzi i firm w sieci. Komentuje dla mediów sprawy wyszukiwarek, reputacji i hejtu. Więcej o autorze: lukaszwudyka.pl

Napisz komentarz, a po zatwierdzeniu dostaniesz pierwszą rangę: Nowicjusz

Rozpocznij dyskusję

Komentować mogą zalogowani czytelnicy. Za każdy komentarz zbliżasz się do kolejnej rangi.

Nie mam konta

Wystarczy nick i e-mail. Hasło ustawisz po kliknięciu w link z maila.

NowicjuszObserwatorKomentatorDyskutantBywaleci jeszcze 5 wyżej
Załóż konto

Plan dla Państwa strony zamiast ogólnej oferty

Na konsultacji specjalista SEO omówi Państwa stronę, jej widoczność i konkurencję. Otrzymają Państwo listę pierwszych kroków.

Wstępna ocena strony
Wskazujemy błędy techniczne i braki w treściach, które dziś ograniczają widoczność.
Analiza ruchu i konkurencji
Pokazujemy frazy, na których najszybciej można zyskać.
Plan pierwszych miesięcy
Kolejność prac dopasowana do branży, konkurencji i budżetu.

Konsultacja ze specjalistą

Konsultacja ze specjalistą

Plan dla Państwa strony zamiast ogólnej oferty

Na konsultacji specjalista SEO omówi Państwa stronę, jej widoczność i konkurencję. Otrzymają Państwo listę pierwszych kroków.

  • Wstępna ocena stronyWskazujemy błędy techniczne i braki w treściach, które dziś ograniczają widoczność.
  • Analiza ruchu i konkurencjiPokazujemy frazy, na których najszybciej można zyskać.
  • Plan pierwszych miesięcyKolejność prac dopasowana do branży, konkurencji i budżetu.

Wolą Państwo porozmawiać?

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.